Powered By Blogger

środa, 6 sierpnia 2014

Huczyński na minie?


Moim okiem

W czasie obrad Rady Miejskiej 25 kwietnia tego roku, radna SLD Elżbieta Kużdżał podczas dyskusji nad projektem uchwały o zgodzie na nabycie 54 hektarowego terenu byłej składnicy wojskowej przy ulicy Małujowickiej, powszechnie zwanego „Zielonką” zapytała, czy ten teren był sprawdzony przez saperów pod względem obecności materiałów niebezpiecznych. Wywołało to krytyczne wobec niej odgłosy w „tubie burmistrza”.


W umieszczonym w dniu 2 maja na internetowej stronie „tuby” tekście „Udało się rozminować „Zielonkę””, podpisanym Redakcja, można przeczytać, że telefonicznie ustalono z przedstawicielami Agencji Mienia Wojskowego, która zamierzała sprzedać ten teren, iż został on zbadany sapersko przed przekazaniem go do AMW. W tekście mowa o tym, że nie wspomniana radna pytała o to, lecz część radnych uważa, że teren jest zaminowany. Powołując się na to w rozmowie z naczelnym „tuby” umieszczonym pod koniec maja na internetowej stronie „tuby” burmistrz Huczyński mówi tak: „Radna Elżbieta Kużdżał podniosła tą kwestię na sesji po rozmowach ze swoim mężem, byłym saperem. Co ciekawe, prawie tydzień wcześniej, na komisjach nie podnoszono tego problemu, a na sesji już zarzucono urzędnikom miejskim, że nie znają odpowiedzi na to pytanie. Okazało się jednak, że jeden z dziennikarzy zamiast dyskutować nad wielkimi kosztami oczyszczenia tego terenu wykonał telefon do Agencji Mienia Wojskowego i uzyskał odpowiedź, że nie warto nad tym dyskutować, bowiem teren jest oczyszczony. Równie dobrze mógł to zrobić każdy radny, a nie zarzucać urzędnikom, że są nieprzygotowani na pytania, które rodzą się w ostatniej chwili w głowie radnych. Przecież obowiązkiem radnego jest również przygotowanie się do podjęcia decyzji na sesji Rady Miejskiej. Każdy radny powinien dążyć do pozyskania dodatkowej, niezbędnej wiedzy, a potem podejmować decyzję. Niestety, praktyka na naszych sesjach jest taka, że niektórzy radni koncentrują się tylko na stawianiu pytań i to najczęściej w trakcie sesji przed podjęciem decyzji. Chociaż od takich dyskusji powinny być wcześniejsze posiedzenia Komisji Rady Miejskiej.”  Jeśli dodatkowa wiedza jest niezbędna do podjęcia decyzji, to czy nie powinien wcześniej posiąść jej Huczyński i jego urzędnicy?
Wydawało się, że na tym sprawa się zakończy. Ale kłamstwa mają to do siebie, że prędzej, czy później wychodzą na światło dzienne. Oto już 11 czerwca na internetowej stronie Radia Opole (czytaj) można się dowiedzieć, że 16 hektarów z tej nieruchomości nie było sprawdzonych sapersko i dopiero zostanie to wykonane.  Ale „tuba” dalej idzie w zaparte i w tekście umieszczonym na jej stronie 16 lipca można przeczytać taką (dez)informację: „kilku radnych ogłosiło w mediach, że Zielonka jest zaminowana. Ani burmistrz, ani Agencja nie mogły takich doniesień zignorować. Dmuchając na zimne, na niegdyś już sprawdzony teren, Wojsko Polskie skierowało kompanię saperów w celu zweryfikowania tych niesamowitych doniesień. Dzięki pomocy i szybkiej reakcji dowódcy I. Brzeskiego Pułku Saperów (rozumiejącego lepiej potrzeby mieszkańców miasta, niż wielu radnych) w sumie, ponad trzydziestu żołnierzy przeszukało dokładnie Zielonkę wzdłuż i wszerz, i... nic groźnego tam nie znalazło.
Weszli na minę
Okazuje się, że jedyną miną, z jaką mamy do czynienia w tej sprawie, okazało się być rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji przez męża jednej z radnych, że Zielonka jest niebezpieczna. Podczas przeszukiwania terenu, który nigdy nie był poligonem, znaleziono i wykopano ok. kilkuset kilogramów złomu. Były to pręty, druty, kawałki blach, rynny, puszki, zardzewiałe części różnych przedmiotów, itp. Na szczęście wojsko, w ramach szkolenia, wykonało bezpłatnie tę trudną i czasochłonną pracę.” Tekst podpisany jest przez Mariana Podgórskiego, którego inicjały dziwnie zbieżne z felietonistą „tuby” Markiem Popowskim, według niego samego mieszkającym po sąsiedzku z kupowaną przez miasto „Zielonką”. Rewelacje Mariana Podgórskiego, iż nic niebezpiecznego nie znaleziono sprzeczne są jednak z wcześniejszą informacją Radia Opole z 1 lipca (czytaj). Można w niej wyczytać, że znaleziono dotychczas dużo amunicji strzeleckiej, korpus miny przeciwpiechotnej i pocisk artyleryjski. Natomiast w tekście umieszczonym na portalu infobrzeg.pl dnia 30 lipca przeczytać można, że prace sprawdzające zostały zakończone i znaleziono i unieszkodliwiono minę, dwa pociski artyleryjskie oraz 324 sztuki amunicji strzeleckiej (czytaj).
Wygląda więc na to, że gdyby nie kwietniowe pytanie radnej Elżbiety Kużdżał, burmistrz mógłby kupić „Zielonkę” z tymi niespodziankami. Czy nie powinien jej przeprosić?
Swoją drogą ciekaw też jestem, czy ten teren będzie chroniony przed dostępem osób postronnych i ile za to miasto zapłaci?

Andrzej Ogonek 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz